You are currently viewing O lęku moim, a może i Twoim ;)

O lęku moim, a może i Twoim ;)

Dzisiaj zrobiłam coś, czego bardzo się bałam, bardzo. Choć dla innych mogło to nie być niczym niezwykłym, ja akurat mocno musiałam wyjść ze swojej strefy komfortu. Najpierw powiedziałam głośno „boję się”, zaakceptowałam to uczucie, bo jest w końcu jednym z wielu dostępnych uczuć czasem nadaktywnym niestety; gdy znalazłam w sobie siłę, zrobiłam to, a później …zakryłam się kocem bo taki nadal miałam stres w ciele. Czułam go całą sobą ! Bałam się reakcji, tego co się stanie itp. ale zrobiłam to, bo chciałam. I byłam w tym prawdziwa wobec samej siebie, spodziewając się jednocześnie, że nie zostanie to odebrane tak jak bym chciała.
Stanięcie w prawdzie ze swoim lękiem, wstydem, obiekcjami… nazwanie ich i wypowiedzenie głośno daje siłę do działania mimo lęku. Pozwala zostać przy sobie, nie trzeba uciekać, starając się nie czuć, udając „nie zależy mi” etc. „nieważne” – skoro jest lęk, jest ważne. Ale mogę to przegapić, albo zagłuszyć czymś tam – nadaktywnością, spaniem (zmęczeniem), alkoholem – co tam sobie wymyślimy, nie chcąc czuć.
Dla mnie największą odwagą jest poznawanie siebie, przekraczanie własnych granic, czasami małymi krokami, czasami nieudaną próbą która doprowadzi nas do łez, może nawet do chwilowego zwątpienia w swoje możliwości. Ale „życie zaczyna się tam, gdzie kończy się lęk”. I jak powiedział, ponoć Michael Jordan, ” mogę zaakceptować porażkę, ale nie mogę zaakceptować braku próby” z czym bardzo się zgadzam.

Szacunek do siebie samego nabywamy między innymi nie uciekając przed trudnymi emocjami, wypowiadając trudne, ale konieczne słowa. Nawet ryzykując niezrozumienie czy odrzucenie. Wiem sama po sobie, że uciekając od prawdy, zanurzam się w iluzję typu ” nieważne” unieważniając siebie i swoje życie, tracąc poczucie własnej wartości, wycofując się z autentyczności.
I choć może, ten trochę przydługi post wydaje się smutny, to ja odczuwam wielką radość bo zapanowałam nad swoim mechanizmem „uciekaj, rezygnuj”.
I tak podsumowując cały mijający rok – dużo lęków, musiałam zauważyć, odczuć w ciele, aby móc się ich pozbyć krok po kroku. Dziękuję Tym, którzy byli w tym ze mną, dawali siłę, aby wyleźć spod tego koca, gdy ledwo spod niego wyglądałam.

Ale, choć zabrzmi to egocentrycznie najbardziej dziękuję sobie, za to, że daję przestrzeń w moim życiu dla siebie, co nie zawsze robiłam. Wdzięczność sobie jest motorem do zmian.
Życzę sobie i wszystkim, abyśmy dali sobie szansę poczuć naprawdę, poczuć siebie, nasze smutki, nadzieje, lęki. Czucie jest fajne, znieczulenie zawsze zakłamuje rzeczywistość.

Dodaj komentarz