Miałam podopiecznego Kubę, bardzo młodego dorosłego mężczyznę w spectrum autyzmu. Kuba bardzo prosto rozumiał świat, a czasami wcale go nie rozumiał. Często też zaskakiwał mnie własnym rozumieniem spraw. Nie zawsze miał ochotę rozmawiać, ale nieraz mówił bardzo dużo. I pewnego razu poznałam słowo „niemiłość”. Po ok. 15 minutach siedzenia razem i przeglądania książki, nagle odezwał się „ moja siostra odczuwa do mnie niemiłość”. Na pytanie, czym jest niemiłość, Kuba odparł „ona woli mnie nie kochać, choć ja ją kocham”. Według Kuby siostra już go nie kocha, bo nie rozmawia z nim już tak dużo jak kiedyś, nie bawi się z nim w jego gry i klocki. Zapytany skąd wie, że on ją kocha odparł, „ bo ja z nią mógłbym wciąż grać w gry i chodzić na spacery”. Po jakimś czasie dodał, „ale ja wiem, że mnie się trudno kocha” – nie wiem czy to jego wniosek, czy od kogoś to usłyszał, gdyż więcej nie miał ochoty się dzielić, wrócił do książki.
Z powyższego można wyciągnąć wniosek, że siostra woli go nie kochać, bo jego trudno się kocha. Jako wyjaśnienie podam, że to była bardzo oddana siostra, poświęcała Kubie wiele lat swojego życia, podobnie jak rodzice. Teraz, jako dorosła, założyła rodzinę i jej chciała poświęcać czas. Kuba jednak nadal chciał ją tylko dla siebie i stąd ta ocena sytuacji.
Nie opisuję tego, aby akcentować trudność wychowania osób z odmiennym rozumieniem świata, czy ich trud bycia razem z nami, którzy „wszystko rozumiemy”. Piszę, ponieważ już wtedy zafascynowało mnie słowo niemiłość ( ja go nie znałam, choć okazuje się używane było w języku staropolskim; jest tez taki utwór muzyczny i film pod takim tytułem). Dzisiaj w kontekście pewnej sytuacji wróciło do mnie to słowo. Inny mężczyzna opisujący swoją trudną relację w zespole muzycznym stwierdził, że on już woli się rozstać, za dużo jest problemów i ciągłych wyjaśnień, rozmów. Zdecydował się odejść. Choć jak twierdzi, zależy mu na muzyce i kumplach. Kończąc dodał, że woli już nic nie czuć.
Nazwał to inaczej niż Kuba, ale do mnie wróciła „niemiłość” – w bardzo osobistym moim przekładzie tych słów mężczyzna wybrał: wolę czuć niemiłość niż miłość, żeby było łatwiej. Piszę to bez oceniania, tylko stwierdzając fakt. Każdy decyduje się na to, co jest w stanie udźwignąć. I o wiele lepiej jest to uczciwie zakomunikować, określić się, aby druga osoba była świadoma, w jakiej jest sytuacji, nie żyła iluzją.
Ale sama zaczęłam myśleć ile razy ja oraz ludzie, których na co dzień spotykam odczuwamy do kogoś lub czegoś niemiłość (taką ogólną, nie romantyczną), bo tak jest łatwiej. Można wtedy spokojnie z tego zrezygnować, nie dokończyć, nie zadbać za bardzo etc. To takie trochę „ nie zależy mi” albo „aż tak mi nie zależy”. I zrodziło mi się też pytanie, ile razy przez to gubię coś, co mogłoby stać się czymś ważnym, istotnym. Pewnie też problematycznym, bo trzeba byłoby o to dbać, pielęgnować, czasem walczyć, i wcale tej walki nie wygrywać, być może.
Często słyszę, niestety też od młodych ludzi: „ moje życie jest bez sensu”, „po co to wszystko” itp. I tak sobie teraz myślę, że to może przez niemiłość. Bo niby łatwiej jest nie kochać, bo nie boli, gdy nas ta miłość jakoś łamie. Jednak bez miłości – czytaj pasji, celu, ważnej relacji, pracy dla innych, starania się o coś, gubi się smak tego, czym sami jesteśmy. A jesteśmy poszukiwaczami Miłości, poszukiwaczami sensu. Gdy patrzę na ludzi z pasją, a więc kochających to, co robią, to widzę, że tam nie ma miejsca na nudę, zniechęcenie. Jest zmęczenie, jest czasami złość, bo nie wychodzi. Wraca jednak szybko radość i chęć działania mimo wszystko. Tak, jak powiedział Kuba, „ bo ja mógłbym z nią wciąż grać w gry” – taki ma z tego fun, że robiłby to zawsze, a to, dlatego, że jak powiedział „ją kocha”.